Telefon nie zadzwonił

Byłam, walczyłam przez kilka dni nie rozstawałam się z telefonem wierząc, że dałam radę i zadzwonią. Nie zadzwonili. Nie wiem dlaczego. Pewnie byli lepsi ode mnie. Pewnie byli młodsi. Pewnie ich dania bardziej przypadły jurorom do gustu. Porażka na całego.

Było miło. Trochę pozytywnego stresu. Ale nie żałuje, że byłam i spróbowałam swoich sił.

No ale trzeba przeanalizować temat. Co poszło nie tak? Danie było rybne z dodatkiem grzybów. Składało się z terriny z łososia do tego był pasztet grzybowy z galaretką z pigwy, chleb domowy orkiszowy z konfitowanym na ziołowym maśle łososiu. Wykończenie: bratki, tymianek, syrop z dyni, cieniutkie plasterki piklowanego kalafiora dla chrupkości i chips z domowego sera. Talerz wyglądał ładnie. Wszystko było świeże i smaczne. Jurorzy chwalili zarówno terinne jak i pasztet. Nie wspominając o chlebie, który razem z pasztetem powędrował na zebranie po konkursie. Byłam ostatnia, wiec to też powinno przemawiać na moją korzyść. Zwykle zapamiętuje się pierwszych, charakterystycznych i ostatnich…

Tyle mogę powiedzieć. Reszta zostanie tajemnicą.

Po konkursie relaksik w Pubie przy rzemieślniczym piwie.

Co postanowiłam? Po tym jak się trochę poobijałam po domu, pożaliłam nad sobą wiem, że nie przestane pisać o jedzeniu i gotować. Lubię to. To jedna z moich ważnych pasji. Nie wiem, czy Wam pisałam, ale w czerwcu skończę roczną edukację w charakterze specjalista ds. żywienia. Uczę się jak jeść zdrowo. Co nam szkodzi a co sprawia, że żyje nam się lepiej. Staram się to przełożyć na moje codzienne gotowanie, choć muszę przyznać, że potrzeba mi trochę czasu, aby usystematyzować szkolną wiedzę  i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Zaczynam też myśleć o tym, że chyba pora skończyć z konkursami i zająć się na poważnie gotowaniem. Może powinnam zatrudnić się gdzieś jako kucharz i sprawdzić w praktyce moje amatorskie umiejętności. Tylko trochę się boje, czy dam radę? To trudny i wymagający zawód a ja już nie jestem  dwudziestolatką pełną energii. Co prawda nadal mam sporo pomysłów, zapału i chęci ale czy to wystarczy?

A może po prostu dać sobie spokój. Dalej pisać artykuły i książki gotować dla rodziny i przyjaciół. Na świecie jest tylu wspaniałych kucharzy. Świat nie zapłacze jeśli nie dołączę do tego szacownego grona.

No i chyba utknęłam. Sama nie wiem, co mam zrobić. Ostatnio życie nie rozpieszcza mnie. Dostałam porządnie po głowie i zwyczajnie w świecie zaczynam się bać. Czasem lepiej usiąść na kanapie, poczytać książkę zamiast się mocować z życiem za bary. Tylko z drugiej strony jest jeszcze tyle fajnych rzeczy do zrobienia. Tyle smaków do spróbowania. Tyle potraw do wymyślenia. Książek do napisania. Ludzi do wykarmienia. I co ja mam zrobić?

Spodobał ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi:

Jedna myśl na temat “Telefon nie zadzwonił”

  1. A moze… Beatko , czas na wyzwanie: restauracyjka z pasja gotowania w tle? Takie ciekawostki kulinarne z naszych regionów beda miały wzięcie! Pomysl i życzę Ci sukcesów:) Renia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *